To był majowy, ciepły wieczór. Spotkaliśmy się na obrzeżach Tychów, na łące, tuż przed zachodem słońca. To była sesja ciążowa Nikoli i Patryka, i chociaż na początku mieli w sobie niepewności i trochę stresu, to bardzo szybko złapaliśmy wspólny język.
To było jedno z tych spotkań, kiedy para przychodzi z zamiarem zrobienia tylko kilku ujęć, tak na pamiątkę ciąży. A kończy się na tym, że wybierają znacznie więcej ujęć, bo okazuje się, że spotkanie na sesji dwojga ludzi oczekujących na dziecko, wcale nie musi być sztuczne ani niezręczne. Przeciwnie, może to być dobra zabawa i chwila oddechu w codziennej gonitwie. A to sprawia, że ujęcia są naturalne i żyją, aż chce się je oglądać. Nikola i Patryk byli otwarci na moje propozycje, bo sami nie mieli konkretnego planu na kadry i dzięki temu mogli po prostu pobyć razem, a ja robiłam swoje. Uwaga! Nie musisz mieć planu na sesję, od tego jestem ja i właśnie tutaj przydaje się moje doświadczenie.
Poznaliśmy się wcześniej na Dniu Otwartym w szpitalu w Katowicach, a ta sesja była naszym pierwszym spotkaniem „na spokojnie”. Drugie wydarzyło się już niedługo później, kiedy przyjechałam do ich do domu na sesję noworodkową z maluszkiem. Uwielbiam takie kontynuacje w historiach rodzin, kiedy zaczynamy od czasu oczekiwania, a potem spotykamy się już w nowej rzeczywistości.