Sesja noworodkowa w domu z czternastodniową dziewczynką, jej czteroletnią siostrą i rodzicami. W trakcie sesji mama karmiła piersią, a starsza siostra dała młodszej tyle czułości, że nawet mamie niełatwo było mieć swoje przysłowiowe pięć minut z maluszkiem. Spotkanie przebiegało rytmem nadawanym przez czterolatkę i była to dokładnie ta sesja, która pokazuje, że dom potrafi dać rodzinie najwięcej spokoju.
Sesja z noworodkiem zaczęła się od spokoju, który nieczęsto da się zaplanować
Mała bohaterka tej sesji noworodkowej obudziła się około 45 minut przed sesją. I właśnie już wtedy mama doceniła największą zaletę sesji domowej: nie trzeba się pakować, wyliczać pory drzemki, dojeżdżać i przebierać się. Mama zdążyła spokojnie nakarmić i przebrać córeczkę, przy tym nie tracąc rytmu dnia. Bez nerwowego patrzenia na zegarek i nerwowych myśli, że trzeba gdzieś jechać. Początek był więc miękki i naturalny, bo malutka Pola spała, a ja w tym czasie mogłam zdobyć zaufanie jej starszej siostry.
Starsza siostra w centrum uwagi
Czterolatka na początku była nieśmiała. Widziałam, że obserwuje i sprawdza, kim jestem i czy na pewno jest bezpiecznie. I tu zadziałała mała rzecz, którą często robię na sesjach z dziećmi: „zgaduję” ich imiona, które oczywiście znam (ale one o tym nie wiedzą!). Dla maluchów to jest ciekawe, jak ja to zrobiłam, że zgadłam i to często przełamuje pierwszą barierę. Potem poszło już gładko. Z każdą minutą dziewczynka czuła się coraz bardziej swobodnie, aż w końcu dostałam pełne oprowadzenie po jej pokoju, ulubionych zabawkach i miejscu do rysowania.
Czułość, której nie da się wyreżyserować
Najpiękniejsze wydarzyło się między dziewczynkami. Starsza siostra była niesamowicie czuła. Obcałowywała, przytulała, głaskała, delikatnie dotykała maleńką główkę siostry. Byłam zachwycona i zrobiłam takie ujęcia, które mają w sobie tyle prawdy, że aż chce się je oglądać bez ustanku. A buzia sama się śmieje na ten widok.
Karmienie piersią, czyli naturalny element życia z noworodkiem i normalny element sesji lifestyle
W trakcie sesji naturalnie pojawiło się karmienie piersią. Mama wyraziła chęć na robienie zdjęć w tym czasie (jeśli któraś z moich klientek tego nie chce, ja to szanuję). Nie było to pozowane, a zwyczajne, takie, jak to wygląda w normalnych, codziennych warunkach. Uwielbiam takie momenty, bo pokazują bliskość i realność pierwszych tygodni z noworodkiem.
Tata, który sam poprosił o konkretne ujęcie
Zaskoczyło mnie to, jak otwarty był tata. I to w najlepszym możliwym sensie. Sam poprosił o konkretny kadr i to wcale nie taki najłatwiejszy. Starsza córka na barana, a w rękach noworodek w pozycji pionowej. To była duża misja, ale udało się! I właśnie takie prośby lubię najbardziej, bo widać wtedy, że rodzina ma w tym swój udział i swoje pomysły, a zaangażowani tatusiowie, to moi ulubieni.
Inspiracje z internetu, czyli jak ja do tego podchodzę
Mama przed sesją wysłała mi sporo inspiracji na zdjęcia. I ja to bardzo lubię, bo wiem, na czym Wam zależy. Nawet sama zachęcam moje klientki, żeby pokazały mi swoje ulubione zdjęcia z Internetu, jeśli takie mają. Zawsze tylko uczulam: traktujmy to jako kierunek, nie kopię do odtworzenia jeden do jeden. Mamy inne wnętrze, inne światło i przede wszystkim innych ludzi i zupełnie inne emocje. Finalnie powstają zdjęcia, które są Wasze, a nie takie same, jak u kogoś innego. W praktyce często bywa tak, że po sesji i tak wygrywają te ujęcia, które wydarzyły się same. Te pełne życia, ruchu i emocji.
Ujęcia, które zawsze wykonuję na sesji noworodkowej
Na sesji noworodkowej staram się zawsze zrobić mamom osobiste zdjęcie z maluszkiem, bo to najczęściej mamy mają ich najmniej. To moja misja, żeby były tak samo obecne na zdjęciach, jak pozostali członkowie rodziny są na co dzień w galeriach ze zdjęciami.